Nieznośna lekkość bytu na nowoczesnych osiedlach

Parkingi, sklepy, palce zabaw, tramwaj, szkoły przedszkola – to główne atuty wielu osiedli, spotykane w opisach większości ofert deweloperów. Brzmi idealnie, przecież właśnie tego nam potrzeba, żeby wygodnie funkcjonować. Jednak do czasu….aż nie zaczniemy wybierać swoich czterech kątów.

Ulubiona dzielnica.
To przeważnie pierwszy parametr na starcie szukania mieszkania. Decyzja relatywnie łatwa – najlepiej mieszkać w dzielnicy, gdzie dobrze i bezpiecznie się czujemy i na tym konkretnym osiedlu, bo blisko stąd do ważnych dla nas miejsc, wszystko jest pod ręką, a dodatkowo jest ładne i funkcjonalne

Wygodne mieszkanie.
Okna na najlepsze pod kątem nasłonecznienia strony świata; taras czy balkon, a może ogród na parterze? Ilość pokoi dopasowana do domowników i jeszcze trzeba pomieścić wszystkie potrzebne nam przedmioty. Udało się! Przebrnęliśmy przez wybór mieszkania. Jest widne, funkcjonalne, więc powoli zaczynamy planować meble i funkcje dla nas i rodziny.

O krok od ideału.
Poszukiwania okazały się nie tak łatwe, jak wskazywała mnogość wyników wyszukiwania w internecie. Mieszkań na rynku nie brakuje, a deweloperzy skarżą się w mediach, że nie ma kto ich kupować. Praktyczna analiza układów konkretnych mieszkań doprowadzi jednak do wniosku, że spośród lokali gotowych, niewiele jest takich, które spełniają nasze oczekiwania.

Za co ta cena?
Cena mieszkania z założenia jest za wysoka dla klienta i za niska dla sprzedającego. Kto by jednak przewidział, że atuty osiedla mogą stać się naszymi bolączkami?
Życie jest tak blisko? Okazuje się, że z naszego okna widać śmietnik, obok jest wjazd do garażu, mieszkamy nad lokalami handlowymi albo, co gorsza, mamy widok na plac zabaw. Co bardziej nieszczęśliwi mają w niebezpośrednim sąsiedztwie, ale i tak słyszalny, tramwaj. A ci wybrańcy, którzy wspomnianych dobrodziejstw uniknęli i patrzą wyłącznie na zieleń, jesienią zaczynają się denerwować, że tyle liści leci na taras czy przydomowy ogródek, a w lecie stad owadów nastręcza to dobro, jakim jest przyroda.

Nieznośna lekkość bytu.
Miały być ciepłe bułeczki, po które możemy wyjść w kapciach, ale dlaczego hałaśliwy samochód przywozi je, o zgrozo, o 5.30 rano? Miały być dobrze upilnowane dzieci na placu zabaw, na które mamy widok z okna. Tylko czemu dzieci sąsiadów bawią się na tym placu w sobotę od bladego świtu? Miał być luksusowy parking podziemny, ale żeby od razu wjazd do garażu znajdował się tuż nad mieszkaniami?

Akceptacja kontekstu.
I tak można by długo narzekać. Decyzja o zakupie mieszkania na osiedlu wielorodzinnym, a tym bardziej społecznym, niesie za sobą konieczność uświadomienia sobie takich wyborów. Oczywiście, nie każde mieszkanie wychodzi na śmietnik, na usługę, na ruchliwy bulwar osiedlowy. Nie da się natomiast ukryć, że na w pełni zagospodarowanym osiedlu na jakiś jego element będziemy z okien patrzeć.

Ideały są, ale mają swoją wartość.
Gdy nadal nie możemy pogodzić się z zastanym otoczeniem, można szukać dalej – mieszkania na nowoczesnym osiedlu, zatopionego w zieleni, z pobliskimi (ale nie przeszkadzającymi!) fitness, przedszkolami, szkołami, pasażem handlowym. Jeśli nawet standardowe wyposażenie, jakim są parkingi czy śmietniki na osiedlu nie będzie mieć żadnego oddziaływania na nasze mieszkanie, to musimy się liczyć z tym, że za taką nieruchomość zapłacimy więcej niż za lokale, których wyżej wymienione wartości będą dotyczyć.